włącz: http://www.youtube.com/watch?v=sA4HTD5Msb4
*oczami Lou*
Po chwili wróciłem do sypialni. Bo spała. Bynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłem opierając się o ścianę, nogi przyciągnąłem do brody. Prawą ręką je przytrzymywałem, a lewą złapałem moją księżniczkę za rękę. Ścisnęła ją mocniej. Jednak nie spała. Ale chyba nie chciała rozmawiać, więc nie zaczynałem. Wpatrywałem się w jej twarz i nic nie mówiłem. W końcu z moich oczu popłynęły łzy. Spływały powoli po policzkach. Starałem się nie łkać. Leciały strumieniem. Bałem się. Bałem się o moją księżniczkę. Że znów popadnie w jakąś chorobę. Znów będzie próbowała się zabić. Próbowała dwa razy. Na szczęście się nie udało. Wzrokiem badałem każdy cal jej twarzy. Wsłuchiwałem się w bicie serca współgrające z oddechem. Zdawałem sobie sprawę jak piękna jest miłość. Jak cudnie posiadać taką osobę. Jak dobrze jest mieć poczucie, że ktoś Cię kocha. Budzić się z myślą o niej, zasypiać z myślą o niej. Żyć z myślą o niej. Być dla niej.
Emocje mnie poniosły. Nagle przytuliłem się do niej. Obudziła się. Była zdezorientowana.
- Proszę Cię nigdy mnie nie opuszczaj... Proszę.. - łkałem przez łzy, z głową w zagłębieniu jej szyi.
-Spróbuję... - drżącym głosem odpowiedziała.
Zasnęliśmy.
***
*oczami Bo*
Otworzyłam oczy. Było już jasno. Głowa mnie bolała. I to bardzo. Spojrzałam na zegarek. Siódma. Wyswobodziłam się z objęć Louisa. Udałam się w stronę łazienki. Rozebrałam się, ubrania rzucając na podłogę. Weszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę. Po moim ciele spływały kojące krople.
Po dość długim czasie usłyszałam walecie do drzwi. Zakręciłam wodę. Usłyszałam krzyki Lou:
- Kochanie otwórz te cholerne drzwi !
Złapałam ręcznik i owinęłam się nim, po czym otworzyłam drzwi. Wyminęłam Lou w drzwiach i ruszyłam w stronę garderoby. Ubrałam się w to i zeszłam do kuchni robić śniadanie. Zaparzyłam kawę, zrobiłam górę kanapek i nakryłam do stołu. Sprzątałam z blatu kiedy Lou podszedł do mnie i wtulił się we mnie od tyłu. Złożył lekkiego całuska na moim policzku i spytał.
- Jak się czujesz kochanie ?
- Dobrze. - dodałam uśmiech i złożyłam lekkiego buziaka na jego pełnych i różowych ustach. - Chodźmy zjeść, zrobiłam śniadanko.
- Już. - przyssał się do mojej szyi.
- Louis ! - skarciłam go uderzając lekko w ramię.
- No mówię już.
Pociągnęłam go do stołu.
- Smacznego. - powiedziałam wpychając kanapkę do ust.
- Smacznego kicia. - uśmiechnął się zadziornie.
Zakrztusiłam się kanapką, widząc ten błysk w oczach.
CDN.
piątek, 30 sierpnia 2013
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
rozdział 6
*następnego ranka*
- Kochanie zrób mi śniadanie. - to pierwsze co Bo usłyszała kiedy przyszła obudzić Lou.
- Już na stole, więc wstawaj. - skradła mu buziaka i poszła do kuchni parzyć kawę.
Lou wpadł do kuchni z hukiem. Bo podskoczyła z dzbankiem w ręku.
- Chciałeś mnie przestraszyć, jak tak to Ci się udało ! - krzyknęła i postawiła dzbanek na stole.
- Nie chciałem. Przepraszam. Potknąłem się.
- O mamusiu! Nic Ci nie jest ? - Bo podbiegła do chłopaka i zaczęła macać go po różnych częściach ciała. W odpowiedzi usłyszała gardłowy śmiech.
- Nie...
- To dobrze. - Bo usiadła przy stole.
- A co Ty taka "zmartwiona" ? - spytał z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.
- Bo tak... - ucięła-siadaj i jedz ! - krzyknęła wkurzona.
- No dobrze, dobrze. Się nie złość, bo złość piękności szkodzi kicia. - Bo poczerwieniała wpychając do buzi tosta.
***
- Kochanie .... - zaczął Lou
- Tak ? - Bo spojrzała na niego swoimi świecącymi oczkami.
- Jeszcze nigdy nie zerżnąłem Cię na kanapie
- No to czas najwyższy - Bo zbliżyła się do niego. Przygryzła jego dolną wargę. Pociągnęła ją lekko do siebie. W odpowiedzi usłyszała mruknięcie. Zrozumiała, że musi to się Louisowi podobać. Zajmując się ustami, rękami siłowała się z klamerką od paska swojego chłopaka. On zaczął rozpinać jej koszulę. Po chwili koszula znalazła się w drugim kącie pokoju wraz ze spodniami Lou. Zaraz potem wylądowały tam spodnie Bo i koszulka Lou. Chłopak popchnął Bo na plecy. Zdjął z niej bieliznę i przez chwilę przygladał się jej gładkiej skórze. Po chwili sam ściągnął bokserki i sięgnął do portfela. Wyjął z niego małe sreberko i rozerwał je zębami....
***
Ich ciała lepiły się do siebie. Byli cali mokrzy. A przy okazji bardzo zmęczeni.
- Idę wziąć prysznic. - powiedziała Bo zbierając swoje ciuchy z kątów pokoju.
- Idę z Tobą. - powiedział Lou wstając.
W odpowiedzi dostał uśmiech. Podszedł do swojej ukochanej i wziął ją na ręce.
***
Po ich złączonych w uścisku ciałach spływały krople gorącej wody. Louis przygryzał płatek ucha Bo. Ona jęczała. Byli zakochani. Myśleli tylko sobie na wzajem. I było im z tym dobrze.
***
*oczami Lou*
- Kochanie ubierz się w coś seksownego, idziemy na kolacje - cmoknął ją w policzek - proponuję tą sukienkę która wisi na wieszaku w łazience.
- Ale w łazience nic nie..
- Już tak. Kupiłem ją specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
- Zaskakujesz mnie.
- To dopiero początek. - wyszczerzył zęby.
- To się już boję.
*oczami Bo*
Co on znów wymyślił.
Weszłam do łazienki. Na kabinie wisiał wieszak a na nim czarna miniówka.
- No nieźle Lou ... - powiedziałam sama do siebie.
Zdjęłam sukienkę z wieszaka i wsunęłam ją na siebie.
Przyglądałam się sobie w odbiciu. Nadal się nie akceptowałam. Nadal na moich rękach widniały blizny. Ale nic z tym nie dało się zrobić. Niestety. Trzeba żyć dalej, póki ma się dla kogo.
- Kochanie już gotowa ?
Podszedł do mnie od tyłu i położył swoją głowę w zagłębieniu mojej szyi.
- Musimy iść ? - spytałam krzywiąc się.
- Ja muszę.
-A ja ?
- Jak chcesz. Ja muszę tam pogadać z jednym gościem i wcale nie muszę zostawać na dłużej. Jeśli chcesz zostań w domu i poczekaj na mnie.
- Dziękuję. I przepraszam.
- Nie przejmuj się. Jakoś mi to wynagrodzisz kicia.
- Już się boję. - dodałam sztuczny uśmiech, Na szczęście Lou się nie zorientował.
- Muszę lecieć. Trzymaj się. - pocałował mnie w policzek i trzasnął drzwiami. Nie miałam sił. Położę się.
***
*oczami Lou*
Otworzyłem drzwi ciemno. Wszystkie światła pogaszone. Zajrzałem do sypialni. Leży. Nie śpi.
- Hej kochanie. Wróciłem.
- Hej..
Odwróciła się na drugi bok.
- Stało się coś ?
Podbiegłem do niej. Zauważyłem na jej twarzy łzy.
- Nie.. Po prostu za dużo myślę.
- Kochanie...
- Chcę spać.
- No dobrze. Słodkich snów. - złożyłem na jej wargach pocałunek. - zaraz do Ciebie dołączę. - i nastepny pocałunek, tym razem na czole.
CDN.
- Kochanie zrób mi śniadanie. - to pierwsze co Bo usłyszała kiedy przyszła obudzić Lou.
- Już na stole, więc wstawaj. - skradła mu buziaka i poszła do kuchni parzyć kawę.
Lou wpadł do kuchni z hukiem. Bo podskoczyła z dzbankiem w ręku.
- Chciałeś mnie przestraszyć, jak tak to Ci się udało ! - krzyknęła i postawiła dzbanek na stole.
- Nie chciałem. Przepraszam. Potknąłem się.
- O mamusiu! Nic Ci nie jest ? - Bo podbiegła do chłopaka i zaczęła macać go po różnych częściach ciała. W odpowiedzi usłyszała gardłowy śmiech.
- Nie...
- To dobrze. - Bo usiadła przy stole.
- A co Ty taka "zmartwiona" ? - spytał z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.
- Bo tak... - ucięła-siadaj i jedz ! - krzyknęła wkurzona.
- No dobrze, dobrze. Się nie złość, bo złość piękności szkodzi kicia. - Bo poczerwieniała wpychając do buzi tosta.
***
- Kochanie .... - zaczął Lou
- Tak ? - Bo spojrzała na niego swoimi świecącymi oczkami.
- Jeszcze nigdy nie zerżnąłem Cię na kanapie
- No to czas najwyższy - Bo zbliżyła się do niego. Przygryzła jego dolną wargę. Pociągnęła ją lekko do siebie. W odpowiedzi usłyszała mruknięcie. Zrozumiała, że musi to się Louisowi podobać. Zajmując się ustami, rękami siłowała się z klamerką od paska swojego chłopaka. On zaczął rozpinać jej koszulę. Po chwili koszula znalazła się w drugim kącie pokoju wraz ze spodniami Lou. Zaraz potem wylądowały tam spodnie Bo i koszulka Lou. Chłopak popchnął Bo na plecy. Zdjął z niej bieliznę i przez chwilę przygladał się jej gładkiej skórze. Po chwili sam ściągnął bokserki i sięgnął do portfela. Wyjął z niego małe sreberko i rozerwał je zębami....
***
Ich ciała lepiły się do siebie. Byli cali mokrzy. A przy okazji bardzo zmęczeni.
- Idę wziąć prysznic. - powiedziała Bo zbierając swoje ciuchy z kątów pokoju.
- Idę z Tobą. - powiedział Lou wstając.
W odpowiedzi dostał uśmiech. Podszedł do swojej ukochanej i wziął ją na ręce.
***
Po ich złączonych w uścisku ciałach spływały krople gorącej wody. Louis przygryzał płatek ucha Bo. Ona jęczała. Byli zakochani. Myśleli tylko sobie na wzajem. I było im z tym dobrze.
***
*oczami Lou*
- Kochanie ubierz się w coś seksownego, idziemy na kolacje - cmoknął ją w policzek - proponuję tą sukienkę która wisi na wieszaku w łazience.
- Ale w łazience nic nie..
- Już tak. Kupiłem ją specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
- Zaskakujesz mnie.
- To dopiero początek. - wyszczerzył zęby.
- To się już boję.
*oczami Bo*
Co on znów wymyślił.
Weszłam do łazienki. Na kabinie wisiał wieszak a na nim czarna miniówka.
- No nieźle Lou ... - powiedziałam sama do siebie.
Zdjęłam sukienkę z wieszaka i wsunęłam ją na siebie.
Przyglądałam się sobie w odbiciu. Nadal się nie akceptowałam. Nadal na moich rękach widniały blizny. Ale nic z tym nie dało się zrobić. Niestety. Trzeba żyć dalej, póki ma się dla kogo.
- Kochanie już gotowa ?
Podszedł do mnie od tyłu i położył swoją głowę w zagłębieniu mojej szyi.
- Musimy iść ? - spytałam krzywiąc się.
- Ja muszę.
-A ja ?
- Jak chcesz. Ja muszę tam pogadać z jednym gościem i wcale nie muszę zostawać na dłużej. Jeśli chcesz zostań w domu i poczekaj na mnie.
- Dziękuję. I przepraszam.
- Nie przejmuj się. Jakoś mi to wynagrodzisz kicia.
- Już się boję. - dodałam sztuczny uśmiech, Na szczęście Lou się nie zorientował.
- Muszę lecieć. Trzymaj się. - pocałował mnie w policzek i trzasnął drzwiami. Nie miałam sił. Położę się.
***
*oczami Lou*
Otworzyłem drzwi ciemno. Wszystkie światła pogaszone. Zajrzałem do sypialni. Leży. Nie śpi.
- Hej kochanie. Wróciłem.
- Hej..
Odwróciła się na drugi bok.
- Stało się coś ?
Podbiegłem do niej. Zauważyłem na jej twarzy łzy.
- Nie.. Po prostu za dużo myślę.
- Kochanie...
- Chcę spać.
- No dobrze. Słodkich snów. - złożyłem na jej wargach pocałunek. - zaraz do Ciebie dołączę. - i nastepny pocałunek, tym razem na czole.
CDN.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 5
- Spać mi się chce. - powiedziała Bo prawie zasypiając w fotelu.
- To może chodź, zaprowadzę Cię do jakiegoś pokoju. Zdrzemniesz się. - zaproponował Niall.
- Z miłą chęcią. To miłej zabawy pod mą nieobecność. - Bo wstała i poszła za Niallem.
***
Kiedy Bo się obudziła Louis leżał koło niej. Spojrzała na zegarek 7. Próbowała jeszcze się przespać lecz jej się nie udało. Powoli wykaraskała się z objęć i poszła zrobić sobie długą kąpiel.
***
-Bo ?
- Taa.. - krzyknęła z łazienki.
- Co robisz ?
- Kąpie się.
- Sama ?
- A z kim ?
- Mogę do Ciebie dołączyć ?
Bo wybuchła śmiechem.
- Chyba sobie żarty robisz !
Louis zrezygnowany odszedł od drzwi i udał się na dół.
Chłopcy siedzieli w salonie oglądając jakiś mecz.
- Jedliście już śniadanie ? - zapytał Lou.
- Tak. W kuchni zostawiliśmy trochę dla Cienie i Bo.
- A, okey. Dzięki. - wymamrotał i udał się w stronę kuchni.
Po drodze spotkał Bo.
- Chodź na śniadanko kochanie.
- Um.. okey.
** rok później**
Lou z Bo siedzieli na tarasie domu i wpatrywali się w gwiazdy.
-Kochanie, masz już suknię na ślub ? - zapytał Lou
- Na nasz ślub - poprawiła go Bo - mam parę na oku. Za tydzień idę z Cloe na ostatnie przymiarki i coś wybierzemy.-mówiła uśmiechając się coraz bardziej.
- Boże jak ja Cię kocham. - mówił szeptem Lou.
Dziewczyna odczuwała jego ciepły, miarowy oddech na swojej skórze za uchem. Poczuła, że powoli odpływa. Była wtulona w cieplutki tors Louisa. Nie myśląc co się wydarzy jutro zaczęła usypiać. Nie przejmowała się niczym, bo czuła się szalenie bezpiecznie w jego ramionach.
Następnego dnia obudziła się sama w łóżku. Zaspana spojrzała na zegarek. 13. "O mamo ! Już ta godzina ?!" Wbiegła szybko do łazienki i zaczęła się kapać, przebierać, czesać i malować. Musiała wyrobić się przed 17 z kolacją a nawet nie miała z czego jej ugotować. Kiedy wyszła z łazienki było po drugiej. "Cholera" mruknęła pod nosem. Wpadła do salonu. Lou drzemał na fotelu.
-Lou ! - krzyknęła. Chłopak zerwał się na równe nogi, rozejrzał po pokoju i zawiesił wzrok na swojej narzeczonej.
-Co się stało ?
- Dziś moja mama przychodzi na kolacje. - mówiła zgarniając co popadnie do torby.
- No wiem, i co z tego ?
- Hm... pomyślmy. Mam zrobić kolacje. A z czego się robi kolacje ? - czekała na odpowiedź.
- Z jedzenia ?
- No właśnie. Ale jego nie mam !
- No to do sklepu pojedźmy ... może.
- No to rusz swe zgrabne cztery litery i idziemy.
Po niecałej godzinie para wpadła do domu z paroma siatkami zakupów. Zaczęli wyładowywać je na stół.
***
- Ja otworzę. - krzyknął Lou podbiegając do drzwi.
* dwie godziny później*
- Zostawmy te gary, chodźmy na górę. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Lou... czy ty masz jakiś limit ? - spytała rozbawiona dziewczyna.
- Z Tobą... no jasne ! że nie - dodał po cichu.
- Pójdę do piekła. - powiedziała ciągnąc swojego chłopaka po schodach.
- To może chodź, zaprowadzę Cię do jakiegoś pokoju. Zdrzemniesz się. - zaproponował Niall.
- Z miłą chęcią. To miłej zabawy pod mą nieobecność. - Bo wstała i poszła za Niallem.
***
Kiedy Bo się obudziła Louis leżał koło niej. Spojrzała na zegarek 7. Próbowała jeszcze się przespać lecz jej się nie udało. Powoli wykaraskała się z objęć i poszła zrobić sobie długą kąpiel.
***
-Bo ?
- Taa.. - krzyknęła z łazienki.
- Co robisz ?
- Kąpie się.
- Sama ?
- A z kim ?
- Mogę do Ciebie dołączyć ?
Bo wybuchła śmiechem.
- Chyba sobie żarty robisz !
Louis zrezygnowany odszedł od drzwi i udał się na dół.
Chłopcy siedzieli w salonie oglądając jakiś mecz.
- Jedliście już śniadanie ? - zapytał Lou.
- Tak. W kuchni zostawiliśmy trochę dla Cienie i Bo.
- A, okey. Dzięki. - wymamrotał i udał się w stronę kuchni.
Po drodze spotkał Bo.
- Chodź na śniadanko kochanie.
- Um.. okey.
** rok później**
Lou z Bo siedzieli na tarasie domu i wpatrywali się w gwiazdy.
-Kochanie, masz już suknię na ślub ? - zapytał Lou
- Na nasz ślub - poprawiła go Bo - mam parę na oku. Za tydzień idę z Cloe na ostatnie przymiarki i coś wybierzemy.-mówiła uśmiechając się coraz bardziej.
- Boże jak ja Cię kocham. - mówił szeptem Lou.
Dziewczyna odczuwała jego ciepły, miarowy oddech na swojej skórze za uchem. Poczuła, że powoli odpływa. Była wtulona w cieplutki tors Louisa. Nie myśląc co się wydarzy jutro zaczęła usypiać. Nie przejmowała się niczym, bo czuła się szalenie bezpiecznie w jego ramionach.
Następnego dnia obudziła się sama w łóżku. Zaspana spojrzała na zegarek. 13. "O mamo ! Już ta godzina ?!" Wbiegła szybko do łazienki i zaczęła się kapać, przebierać, czesać i malować. Musiała wyrobić się przed 17 z kolacją a nawet nie miała z czego jej ugotować. Kiedy wyszła z łazienki było po drugiej. "Cholera" mruknęła pod nosem. Wpadła do salonu. Lou drzemał na fotelu.
-Lou ! - krzyknęła. Chłopak zerwał się na równe nogi, rozejrzał po pokoju i zawiesił wzrok na swojej narzeczonej.
-Co się stało ?
- Dziś moja mama przychodzi na kolacje. - mówiła zgarniając co popadnie do torby.
- No wiem, i co z tego ?
- Hm... pomyślmy. Mam zrobić kolacje. A z czego się robi kolacje ? - czekała na odpowiedź.
- Z jedzenia ?
- No właśnie. Ale jego nie mam !
- No to do sklepu pojedźmy ... może.
- No to rusz swe zgrabne cztery litery i idziemy.
Po niecałej godzinie para wpadła do domu z paroma siatkami zakupów. Zaczęli wyładowywać je na stół.
***
- Ja otworzę. - krzyknął Lou podbiegając do drzwi.
* dwie godziny później*
- Zostawmy te gary, chodźmy na górę. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Lou... czy ty masz jakiś limit ? - spytała rozbawiona dziewczyna.
- Z Tobą... no jasne ! że nie - dodał po cichu.
- Pójdę do piekła. - powiedziała ciągnąc swojego chłopaka po schodach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)