- Spać mi się chce. - powiedziała Bo prawie zasypiając w fotelu.
- To może chodź, zaprowadzę Cię do jakiegoś pokoju. Zdrzemniesz się. - zaproponował Niall.
- Z miłą chęcią. To miłej zabawy pod mą nieobecność. - Bo wstała i poszła za Niallem.
***
Kiedy Bo się obudziła Louis leżał koło niej. Spojrzała na zegarek 7. Próbowała jeszcze się przespać lecz jej się nie udało. Powoli wykaraskała się z objęć i poszła zrobić sobie długą kąpiel.
***
-Bo ?
- Taa.. - krzyknęła z łazienki.
- Co robisz ?
- Kąpie się.
- Sama ?
- A z kim ?
- Mogę do Ciebie dołączyć ?
Bo wybuchła śmiechem.
- Chyba sobie żarty robisz !
Louis zrezygnowany odszedł od drzwi i udał się na dół.
Chłopcy siedzieli w salonie oglądając jakiś mecz.
- Jedliście już śniadanie ? - zapytał Lou.
- Tak. W kuchni zostawiliśmy trochę dla Cienie i Bo.
- A, okey. Dzięki. - wymamrotał i udał się w stronę kuchni.
Po drodze spotkał Bo.
- Chodź na śniadanko kochanie.
- Um.. okey.
** rok później**
Lou z Bo siedzieli na tarasie domu i wpatrywali się w gwiazdy.
-Kochanie, masz już suknię na ślub ? - zapytał Lou
- Na nasz ślub - poprawiła go Bo - mam parę na oku. Za tydzień idę z Cloe na ostatnie przymiarki i coś wybierzemy.-mówiła uśmiechając się coraz bardziej.
- Boże jak ja Cię kocham. - mówił szeptem Lou.
Dziewczyna odczuwała jego ciepły, miarowy oddech na swojej skórze za uchem. Poczuła, że powoli odpływa. Była wtulona w cieplutki tors Louisa. Nie myśląc co się wydarzy jutro zaczęła usypiać. Nie przejmowała się niczym, bo czuła się szalenie bezpiecznie w jego ramionach.
Następnego dnia obudziła się sama w łóżku. Zaspana spojrzała na zegarek. 13. "O mamo ! Już ta godzina ?!" Wbiegła szybko do łazienki i zaczęła się kapać, przebierać, czesać i malować. Musiała wyrobić się przed 17 z kolacją a nawet nie miała z czego jej ugotować. Kiedy wyszła z łazienki było po drugiej. "Cholera" mruknęła pod nosem. Wpadła do salonu. Lou drzemał na fotelu.
-Lou ! - krzyknęła. Chłopak zerwał się na równe nogi, rozejrzał po pokoju i zawiesił wzrok na swojej narzeczonej.
-Co się stało ?
- Dziś moja mama przychodzi na kolacje. - mówiła zgarniając co popadnie do torby.
- No wiem, i co z tego ?
- Hm... pomyślmy. Mam zrobić kolacje. A z czego się robi kolacje ? - czekała na odpowiedź.
- Z jedzenia ?
- No właśnie. Ale jego nie mam !
- No to do sklepu pojedźmy ... może.
- No to rusz swe zgrabne cztery litery i idziemy.
Po niecałej godzinie para wpadła do domu z paroma siatkami zakupów. Zaczęli wyładowywać je na stół.
***
- Ja otworzę. - krzyknął Lou podbiegając do drzwi.
* dwie godziny później*
- Zostawmy te gary, chodźmy na górę. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Lou... czy ty masz jakiś limit ? - spytała rozbawiona dziewczyna.
- Z Tobą... no jasne ! że nie - dodał po cichu.
- Pójdę do piekła. - powiedziała ciągnąc swojego chłopaka po schodach.