piątek, 30 sierpnia 2013

rozdział 7

włącz: http://www.youtube.com/watch?v=sA4HTD5Msb4
*oczami Lou*
Po chwili wróciłem do sypialni. Bo spała. Bynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłem opierając się o ścianę, nogi przyciągnąłem do brody. Prawą ręką je przytrzymywałem, a lewą złapałem moją księżniczkę za rękę. Ścisnęła ją mocniej. Jednak nie spała. Ale chyba nie chciała rozmawiać, więc nie zaczynałem. Wpatrywałem się w jej twarz i nic nie mówiłem. W końcu z moich oczu popłynęły łzy. Spływały powoli po policzkach. Starałem się nie łkać. Leciały strumieniem. Bałem się. Bałem się o moją księżniczkę. Że znów popadnie w jakąś chorobę. Znów będzie próbowała się zabić. Próbowała dwa razy. Na szczęście się nie udało. Wzrokiem badałem każdy cal jej twarzy. Wsłuchiwałem się w bicie serca współgrające z oddechem. Zdawałem sobie sprawę jak piękna jest miłość. Jak cudnie posiadać taką osobę. Jak dobrze jest mieć poczucie, że ktoś Cię kocha. Budzić się z myślą o niej, zasypiać z myślą o niej. Żyć z myślą o niej. Być dla niej.
Emocje mnie poniosły. Nagle przytuliłem się do niej. Obudziła się. Była zdezorientowana.
- Proszę Cię nigdy mnie nie opuszczaj... Proszę.. - łkałem przez łzy, z głową w zagłębieniu jej szyi.
-Spróbuję... - drżącym głosem odpowiedziała.
Zasnęliśmy.
***
*oczami Bo*
Otworzyłam oczy. Było już jasno. Głowa mnie bolała. I to bardzo. Spojrzałam na zegarek. Siódma. Wyswobodziłam się z objęć Louisa. Udałam się w stronę łazienki. Rozebrałam się, ubrania rzucając na podłogę. Weszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę. Po moim ciele spływały kojące krople.
Po dość długim czasie usłyszałam walecie do drzwi. Zakręciłam wodę. Usłyszałam krzyki Lou:
- Kochanie otwórz te cholerne drzwi !
Złapałam ręcznik i owinęłam się nim, po czym otworzyłam drzwi. Wyminęłam Lou w drzwiach i ruszyłam w stronę garderoby. Ubrałam się w to i zeszłam do kuchni robić śniadanie. Zaparzyłam kawę, zrobiłam górę kanapek i nakryłam do stołu. Sprzątałam z blatu kiedy Lou podszedł do mnie i wtulił się we mnie od tyłu. Złożył lekkiego całuska na moim policzku i spytał.
- Jak się czujesz kochanie ?
- Dobrze. - dodałam uśmiech i złożyłam lekkiego buziaka na jego pełnych i różowych ustach. - Chodźmy zjeść, zrobiłam śniadanko.
- Już. - przyssał się do mojej szyi.
- Louis ! - skarciłam go uderzając lekko w ramię.
- No mówię już.
Pociągnęłam go do stołu.
- Smacznego. - powiedziałam wpychając kanapkę do ust.
- Smacznego kicia. - uśmiechnął się zadziornie.
Zakrztusiłam się kanapką, widząc ten błysk w oczach.


CDN.