Dziś trafił mi się dzień okropny.
Moje załamania powracają coraz częściej.
Boję się. Boję się o wszystko i wszystkiego.
Nikt nie umie mi pomóc, ja sama sobie nie umiem pomóc.
Muszę się powstrzymywać by to ukazać póki Louis nie wyjdzie do pracy.
Jeszcze piętnaście minut, Bo dasz radę !
Bo dam radę, zawsze daję radę.
Do czasu..
Ale chociaż do czasu.
Piętnaście minut minęło.
Lou podniósł się z krzesła na przeciw mnie.
- Kochanie, muszę już lecieć do pracy. Będę później nie czekaj na mnie. Pa. - pocałował mnie i po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Łzy spłynęły mi po twarzy. Dlaczego? Jaka była ich przyczyna?
Nie wiem.
Nikt nie wiedział.
Oparłam się o ścianę.
Po chwili siedziałam na podłodze.
Dalej nie pamiętam nic.
*następny poranek*
Powoli otworzyłam oczy.
Oświeciło mnie światło wpadające do pokoju, przez szparę między czarnymi firankami w sypialni.
Rozejrzałam się. Obok łóżka na fotelu siedział Lou.
Wpatrywał się w ścianę.
Miałam wrażenie, że był obecny tylko ciałem.
Chciałam odgarnąć włosy z czoła. W tym celu postanowiłam podnieść prawą rękę.
Nie udało mi się jej unieść choćby ba dwa centymetry.
Zasyczałam. Ból. To jedyne co czułam.
Kątem oka spostrzegłam, że Lou wstał i przyklęknął przy łóżku.
Spojrzałam na rękę.
Nowe rany mieszały się z bliznami.
Jak to możliwe ?
Co ja sobie zrobiłam ? Kiedy ? Jak ?
Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie.
Po chwili wpatrywania się w rękę, zdałam sobie sprawę, że musiały znów powrócić zaniki pamięci i niekontrolowanie się.
Ciężka sprawa.
Zaczyna się wszystko od początku.
Miliony żyletek.
Litry krwi.
Nerwy.
Płacz.
Nie chcę tego.
Jedyna osoba przy której czułam się bezpiecznie, cierpiała z mojego powodu. To mnie jeszcze bardziej przytłaczało.
Super..
CDN.