- Kochanie może gdzieś dziś wyskoczymy ? - spytał Lou leżącą na kanapie Bo.
- Wolała bym nie. - odpowiedziała sucho.
- No dobrze, a mogę wiedzieć dlaczego ? - dopytywał się chłopak.
- Nie mam ochoty, przepraszam.
- Okey, to w takim razie mogę zadzwonić po Harrego ? - uśmiechnął się słodko.
- Dobra, ale niech przyjdzie sam a nie z chłopakami jak ostatnio. - zaśmiała się.
- Dobra, to dzwonię !
Bo słyszała urywki rozmowy.
- Siema...przychodzisz dziś...tylko sam....hahaha....kup pizze po drodze...tak będziesz mógł zostać na noc....Nialla ? .... czekaj zapytam się-zwrócił się do Bo-Kochanie może przyjść Niall ?
- Jasne !
-No już jestem, tak może...jest u Ciebie ? ...jak chcesz to możesz, ja nie będę pił - spojrzał się na Bo, a ta się uśmiechnęła- tak....nie, nie do mieszkania....tak....nie zgubcie się po drodze....okey, to do zobaczenia.-chłopak skończył rozmowę. -Bo ?
-Taa ?
-Zostaniesz z nami, prawda? Obejrzymy film...
- Eh... okey.
- Co nie odpowiada Ci towarzystwo ?
- Nie ! Bardzo lubię Hazzę, tym bardziej Nialla. Zostanę, zostanę.
***
- Kochanie, ja idę do pokoju. Brzuch mnie boli. Ale wy siedźcie. - pocałowała chłopaka w policzek i znikła w przedpokoju.
- Co ją ugryzło ? - spytał już podpity Niall.
- Bo a nie ją, a po drugie brzuch ją boli....babskie sprawy. - dodał.
- Czyli jakiś tydzień przerwy. - zaśmiał się Harry.
- Harry ! - syknął Lou.
-Dobra, sorry.
***
Kiedy Bo zeszła rankiem na dół w salonie ujrzała śpiących chłopaków. Każdy z niech w jakiejś innej, odmiennie dziwnej pozie. Bo wyjęła telefon i zrobiła parę zdjęć. ''Będą wspomnienia.'' pomyślała.
***
Bo wbiegła do salonu z dwoma pokrywkami od garczków i zaczęła uderzać jeden o drugi. Chłopcy podskoczyli. Lou zaczął się śmiać kiedy chłopcy zaczęli zatykać uszy i błagali by przestać, bo ich głowy bolą. Lou się wcale nie dziwił bo wypili wczoraj bardzo dużo.
***
Po obiedzie wszyscy pojechali do letniskowego domku Nialla nad jezioro...
CDN.
czwartek, 11 lipca 2013
wtorek, 9 lipca 2013
rozdział 3
Kiedy Bo się obudziła pierwsze co zobaczyła to Louis, wpatrujący się w nią. Uśmiechnęła się do niego dając mu tym do zrozumienia, że się dobrze czuję. On wstał pocałował ją w nos i wyszedł. Po jakiś 10 minutach wrócił ze śniadaniem. Na tacy leżały grzanki, sok pomarańczowy, smażony bekon i jajka. Tak jak lubiła.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się i dodała słodko. - kochanie.
- Nie ma za co. Jak zjesz to się ubierz bo jedziemy na wycieczkę.
- Gdzie ?
Louis w odpowiedzi się tylko uśmiechnął. Tajemniczo a to wprawiało Bo w euforię.
***
Jechali samochodem. Bo nie widziała gdzie, ponieważ Lou zawiązał jej oczy bandamką. Po chwili się zatrzymali. Bo słyszała jak Lou wychodzi z samochodu. Po chwili ktoś otworzył drzwi obok niej. Lekki, ciepły wiatr otulił jej skórę. Po chwili Lou wyniósł ją z samochodu. Chwilę potem Bo stała na ziemi wpatrując się w piękny dom na polanie w samym środku lasu.
- Podoba Ci się ? - spytał uśmiechając się chłopak.
- Bardzo ! - Bo krzyknęła i rzuciła się Louisowi na szyję.
- Chciała byś tu zamieszkać, bo ja bardzo.
- Tak !
- Więc marzenie spełnione. Kupiłem ten dom. Miałem nadzieję, że Ci się spodoba. Chcę byśmy tu zamieszkali i przeżyli najpiękniejsze chwilę w życiu. Chcę byśmy wychowywali tu nasze dzieci i żyli do końca naszych dni. Razem. Ja i ty. - Louis mówił z wielką nadzieją w głosie.
- Nie wiem co powiedzieć. Spełnia się moje marzenie. Moje największe marzenie. Mój sen, moja bajka. Dziękuję.
Bo wtuliła się w swojego chłopaka, po chwili Lou cmoknął swą dziewczynę w usta. Ta odwzajemniła buziak. Po chwili języki Bo i Lou toczyły ze sobą walkę.
***
- Boże jak ty świetnie gotujesz ! - powiedział Lou po skończonej kolacji.
- Oj tam. Co ty ! Przeciętnie. - Bo nie chciała się przechwalać, choć wiedziała, że gotuje najlepiej na świecie.
***
Spocony, zdyszany i zmęczony Lou opadł na pościel obok swej ukochanej.
- Jesteś wspaniała !
- I tak ty jesteś lepszy. Nie zaprzeczaj. - wymamrotała.
***
Bo obudziło walenie do drzwi. Niechętnie przetarła oczy i wstała. Podeszła do drzwi. Wyjrzała przez wizjer. Stał tam jakiś umięśniony mężczyzna. Nigdy w życiu go nie widziała. postanowiła nie otwierać. Wróciła do pokoju i obudziła Louisa.
- Czas wstawać.
- Pięć minut.
- WSTAWAJ LENIU. - Bo wydarła się jak najgłośniej jak umiała
CDN.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się i dodała słodko. - kochanie.
- Nie ma za co. Jak zjesz to się ubierz bo jedziemy na wycieczkę.
- Gdzie ?
Louis w odpowiedzi się tylko uśmiechnął. Tajemniczo a to wprawiało Bo w euforię.
***
Jechali samochodem. Bo nie widziała gdzie, ponieważ Lou zawiązał jej oczy bandamką. Po chwili się zatrzymali. Bo słyszała jak Lou wychodzi z samochodu. Po chwili ktoś otworzył drzwi obok niej. Lekki, ciepły wiatr otulił jej skórę. Po chwili Lou wyniósł ją z samochodu. Chwilę potem Bo stała na ziemi wpatrując się w piękny dom na polanie w samym środku lasu.
- Podoba Ci się ? - spytał uśmiechając się chłopak.
- Bardzo ! - Bo krzyknęła i rzuciła się Louisowi na szyję.
- Chciała byś tu zamieszkać, bo ja bardzo.
- Tak !
- Więc marzenie spełnione. Kupiłem ten dom. Miałem nadzieję, że Ci się spodoba. Chcę byśmy tu zamieszkali i przeżyli najpiękniejsze chwilę w życiu. Chcę byśmy wychowywali tu nasze dzieci i żyli do końca naszych dni. Razem. Ja i ty. - Louis mówił z wielką nadzieją w głosie.
- Nie wiem co powiedzieć. Spełnia się moje marzenie. Moje największe marzenie. Mój sen, moja bajka. Dziękuję.
Bo wtuliła się w swojego chłopaka, po chwili Lou cmoknął swą dziewczynę w usta. Ta odwzajemniła buziak. Po chwili języki Bo i Lou toczyły ze sobą walkę.
***
- Boże jak ty świetnie gotujesz ! - powiedział Lou po skończonej kolacji.
- Oj tam. Co ty ! Przeciętnie. - Bo nie chciała się przechwalać, choć wiedziała, że gotuje najlepiej na świecie.
***
Spocony, zdyszany i zmęczony Lou opadł na pościel obok swej ukochanej.
- Jesteś wspaniała !
- I tak ty jesteś lepszy. Nie zaprzeczaj. - wymamrotała.
***
Bo obudziło walenie do drzwi. Niechętnie przetarła oczy i wstała. Podeszła do drzwi. Wyjrzała przez wizjer. Stał tam jakiś umięśniony mężczyzna. Nigdy w życiu go nie widziała. postanowiła nie otwierać. Wróciła do pokoju i obudziła Louisa.
- Czas wstawać.
- Pięć minut.
- WSTAWAJ LENIU. - Bo wydarła się jak najgłośniej jak umiała
CDN.
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 2
Stał przed lustrem. W ręku trzymał swoją ukochaną butelkę whisky. Przez szparę w zasuniętych firankach przedzierały się promienie słońca. Louis czuł jakby wypalały dziury w jego skórze.
-I znów zacząłem pić. - mówił sam do siebie- Nie wiem co ze mnie wyrośnie... -wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze- jestem skończonym dupkiem, wiem, ale nie wiem co z tym zrobić.
- Ja Ci w tym nie pomogę-powiedział aksamitny głos Bo dochodzący spod drzwi.
Louis rzucił w pół pełną butelkę trunku na ziemię, a ta rozprysnęła się po całym salonie. Zaczął biec w kierunku głosu. W końcu ją ujrzał. Po jego policzkach spłynęły łzy, łzy szczęścia "czyżby wróciła ?!"
-Przyszłam po swoje rzeczy. - powiedziała, tak szorstko jak umiała.
-Nie!-krzyknął.
-Bo...?- zapytała stojąc w drzwiach sypialni.
-Bo moje życie bez Ciebie nie ma sensu... -nie mógł nic więcej powiedzieć, ponieważ wielka gula uwięzła mu w gardle-p-proszę nie o-odchodź. N-nie rób mi t-tego. - jąkał się.
Po policzkach Bo spływały łzy. Goniły która pierwsza spadnie na jej dekolt. Nie widziała co odpowiedzieć. Nagle zrobiło jej się czarno przed oczami, chciała szybko podejść do kanapy by usiąść lub się położyć. Nie zdążyła. Osunęła się po ścianie na podłogę.
-Bo...?Bo..!Bo!-podbiegł do niej wziął ją na ręce i położył na kanapę. Naglę otworzyła oczy. - dzięki Bogu.-westchnął.
Bo przetarła oczy.
-Czy my nie staliśmy ?-wskazała palcem przedpokój.
-Tak, ale ty .. zemdlałaś ?
- a... tak, zdarza mi się ostatnio to dość często, to od pewnego czasu normalne. Nie przejmuj się. - obdarzyła go uśmiechem i chciała wstać, lecz ręka Louisa ją powstrzymała i wróciła do pozycji leżącej.
- Nigdzie się nie wybierasz. A właściwie to do sypialni. - wziął ją na ręce i przeniósł do sypialni. Położył na łóżku i usiadł na jego krawędzi. - Byłaś u lekarza ?
- Nie..
-Bo.... nie można tak, a jeśli jesteś chora ? Jutro zabiorę Cię do kliniki. Nie próbuj się nawet sprzeciwiać. A teraz może coś zjesz, albo się czegoś napijesz ?
- Woda wystarczy...misiu.
Na twarzy Louisa zawitał wielki uśmiech. "Chyba znów ją mam" - pomyślał.
Kiedy wrócił do pokoju Bo już spała. Kochał patrzeć jak śpi, więc usiadł na fotelu na przeciw niej. Nim się obejrzał minęła trzecia. Bo miała coraz bardziej niespokojny sen. W końcu zerwała się z krzykiem. Lou od razu się zjawił koło niej.
- Już spokojnie kochana. Możesz dalej spać księżniczko. - mówił głaszcząc ją po głowie.
- Zaraz, muszę się napić... -Lou, podał jej szklankę z wodą.
Ręce Bo drżały, wtedy Lou przyłożył jej swoją rękę do czoła. Było rozpalone.
- Bo...
- Tak ?
- Masz jakieś 40 stopni gorączki....
- Coś ty !
- Nie żartuję, leż tu, zaraz przyniosę leki.
Lou wybiegł z pokoju. Po chwili znów się w nim pojawił z fioletową torbą wypełnioną po brzegi lekami. Zaczął w niej grzebać, rozrzucając gdzie popadnie niepotrzebne pudełka.
-Kochanie, daj mi to. Widzę, że nie sprawdził byś się jako lekarz.
Potulnie podał jej torbę.
- Przepraszam, nie mogę się skupić. - schował twarz w dłoniach.
- Lou... coś się stało ?
-Nie..znaczy tak. Po prostu cholernie się o Ciebie martwię. Tęskniłem wiesz ? Narobiłaś mi strachu, a ja nie wiedziałem gzie Cię szukać. Nie mogłem sobie poradzić z myślą, że Cię stracę więc sięgnąłem po mojego kolegę do barku.
-Lou..misiu...wiesz, że ani alkohol czy ćpanie lub robienie sobie krzywdy nie pomoże a zaszkodzi. Przepraszam.
-Nie przepraszaj.
-Ale to ja Cię do tego zmusiłam.
- Nie zmusiłaś, sam wybrałem tę sposób "znieczulenia".
Po jej policzkach spłynęły łzy. Kolejne i kolejne.
- Nie płacz - powiedział ocierając łzy z jej twarzy. - szkoda łez, weź leki i zaśnij. Jeśli by się coś działo będę przy Tobie. Ani na sekundę Cię nie opuszczę.
Bo wyjęła z zielonego pudełka tabletkę i połknęła ją. Następnie podała torbę Lou, a on położył ją zboku.
-A teraz zamknij oczy, zrelaksuj się i zaśnij. Pamiętaj, jeśli by się coś działo będę tu zawsze. Nigdy Cię nie opuszczę. - powiedział i ucałował ją w policzek.
CDN.
-I znów zacząłem pić. - mówił sam do siebie- Nie wiem co ze mnie wyrośnie... -wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze- jestem skończonym dupkiem, wiem, ale nie wiem co z tym zrobić.
- Ja Ci w tym nie pomogę-powiedział aksamitny głos Bo dochodzący spod drzwi.
Louis rzucił w pół pełną butelkę trunku na ziemię, a ta rozprysnęła się po całym salonie. Zaczął biec w kierunku głosu. W końcu ją ujrzał. Po jego policzkach spłynęły łzy, łzy szczęścia "czyżby wróciła ?!"
-Przyszłam po swoje rzeczy. - powiedziała, tak szorstko jak umiała.
-Nie!-krzyknął.
-Bo...?- zapytała stojąc w drzwiach sypialni.
-Bo moje życie bez Ciebie nie ma sensu... -nie mógł nic więcej powiedzieć, ponieważ wielka gula uwięzła mu w gardle-p-proszę nie o-odchodź. N-nie rób mi t-tego. - jąkał się.
Po policzkach Bo spływały łzy. Goniły która pierwsza spadnie na jej dekolt. Nie widziała co odpowiedzieć. Nagle zrobiło jej się czarno przed oczami, chciała szybko podejść do kanapy by usiąść lub się położyć. Nie zdążyła. Osunęła się po ścianie na podłogę.
-Bo...?Bo..!Bo!-podbiegł do niej wziął ją na ręce i położył na kanapę. Naglę otworzyła oczy. - dzięki Bogu.-westchnął.
Bo przetarła oczy.
-Czy my nie staliśmy ?-wskazała palcem przedpokój.
-Tak, ale ty .. zemdlałaś ?
- a... tak, zdarza mi się ostatnio to dość często, to od pewnego czasu normalne. Nie przejmuj się. - obdarzyła go uśmiechem i chciała wstać, lecz ręka Louisa ją powstrzymała i wróciła do pozycji leżącej.
- Nigdzie się nie wybierasz. A właściwie to do sypialni. - wziął ją na ręce i przeniósł do sypialni. Położył na łóżku i usiadł na jego krawędzi. - Byłaś u lekarza ?
- Nie..
-Bo.... nie można tak, a jeśli jesteś chora ? Jutro zabiorę Cię do kliniki. Nie próbuj się nawet sprzeciwiać. A teraz może coś zjesz, albo się czegoś napijesz ?
- Woda wystarczy...misiu.
Na twarzy Louisa zawitał wielki uśmiech. "Chyba znów ją mam" - pomyślał.
Kiedy wrócił do pokoju Bo już spała. Kochał patrzeć jak śpi, więc usiadł na fotelu na przeciw niej. Nim się obejrzał minęła trzecia. Bo miała coraz bardziej niespokojny sen. W końcu zerwała się z krzykiem. Lou od razu się zjawił koło niej.
- Już spokojnie kochana. Możesz dalej spać księżniczko. - mówił głaszcząc ją po głowie.
- Zaraz, muszę się napić... -Lou, podał jej szklankę z wodą.
Ręce Bo drżały, wtedy Lou przyłożył jej swoją rękę do czoła. Było rozpalone.
- Bo...
- Tak ?
- Masz jakieś 40 stopni gorączki....
- Coś ty !
- Nie żartuję, leż tu, zaraz przyniosę leki.
Lou wybiegł z pokoju. Po chwili znów się w nim pojawił z fioletową torbą wypełnioną po brzegi lekami. Zaczął w niej grzebać, rozrzucając gdzie popadnie niepotrzebne pudełka.
-Kochanie, daj mi to. Widzę, że nie sprawdził byś się jako lekarz.
Potulnie podał jej torbę.
- Przepraszam, nie mogę się skupić. - schował twarz w dłoniach.
- Lou... coś się stało ?
-Nie..znaczy tak. Po prostu cholernie się o Ciebie martwię. Tęskniłem wiesz ? Narobiłaś mi strachu, a ja nie wiedziałem gzie Cię szukać. Nie mogłem sobie poradzić z myślą, że Cię stracę więc sięgnąłem po mojego kolegę do barku.
-Lou..misiu...wiesz, że ani alkohol czy ćpanie lub robienie sobie krzywdy nie pomoże a zaszkodzi. Przepraszam.
-Nie przepraszaj.
-Ale to ja Cię do tego zmusiłam.
- Nie zmusiłaś, sam wybrałem tę sposób "znieczulenia".
Po jej policzkach spłynęły łzy. Kolejne i kolejne.
- Nie płacz - powiedział ocierając łzy z jej twarzy. - szkoda łez, weź leki i zaśnij. Jeśli by się coś działo będę przy Tobie. Ani na sekundę Cię nie opuszczę.
Bo wyjęła z zielonego pudełka tabletkę i połknęła ją. Następnie podała torbę Lou, a on położył ją zboku.
-A teraz zamknij oczy, zrelaksuj się i zaśnij. Pamiętaj, jeśli by się coś działo będę tu zawsze. Nigdy Cię nie opuszczę. - powiedział i ucałował ją w policzek.
CDN.
czwartek, 4 lipca 2013
Rozdział 1
Stali, wtuleni w siebie na moście wpatrując się w lekko falującą wodę. On zakochany w niej dozgonnie. Ona oddała by za niego wszystko.
-Wiesz jak bardzo Cię kocham Bo ? - zapytał Lou trzymając w ramionach dziewczynę dla której zrobił by wszystko.
Bo zaczęła się wiercić, więc Louis rozluźnił ramiona. Bo obróciła się i cmoknęła go w usta. Potem szybko od niego odskoczyła i zaczęła biec. Louis był oszołomiony. Po chwili dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
-Złap mnie a będę twoja !- i zaczęła biec dalej.
Louis biegał bardzo, bardzo szybko, więc bez trudu ją dogonił.
***
Louis jechał windą migdaląc się z Bo. Wysiedli z niej nadal złączeni ze sobą ustami. Louis wyjął z tylniej kieszeni spodni klucze i sprawnie otworzył drzwi. Wsunęli się do środka. Bo popchnęła nogą drzwi a te się zatrzasnęły. Zaczęli się rozbierać. Najpierw w kąt poleciały buty, zaraz za nimi kurtki. Po drodze do sypialni zdjęli resztę ubrań, wchodząc do sypialni w samej bieliźnie. Tym razem Bo zamknęła drzwi ręką.
***
Leżeli w objęciach zawinięci w jasną pościel. Co chwilę spoglądali na siebie z uśmieszkami na twarzy. Czuli się jak gówniarze, którzy zrobili coś wbrew rodzicom, ale przecież już to robili i to nie raz.
***
-Kochanie dziś są urodziny mojego kolegi.
- I co związku z tym ? - spytała, znając już odpowiedź.
-Mógłbym z kumplami wyskoczyć do klubu ?
- hm.... no dobrze ..jakoś to wynagrodzisz.- cmoknęła go w policzek-idź się szykuj.
***
Bo siedziała na kanapie z laptopem na kolanach, słuchając muzyki. Spojrzała na zegarek 3:45.
-Ojć, już za piętnaście czwarta. Chyba trzeba iść spać.... Nie, jednak nie. - mówiła sama do siebie.
Po paru chwilach coś walnęło w drzwi wejściowe. Bo bała się, ale i tak po cichu podeszła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. To Lou. Siedział oparty o ścianę obok drzwi. Bo otworzyła drzwi.
- Wstawaj i wchodź. - powiedział i złapała go za rękę.
Opierał się, lecz po chwili wstał. Ledwo wszedł do mieszkania i opadł na kolana. Bo zamknęła drzwi i przykucnęła przy nim. Z wielkim trudem obróciła go na plecy. Zauważyła na twarzy jej chłopaka wiele ran, siniaków oraz krwi. Podniosła się i zniknęła w głębi domu. Po chwili wróciła z apteczką w ręku. Tym razem usiadła koło niego, wiedziała że potrwa to długo.
Rozsunęła czerwoną torebeczkę i wyjęła z niej gazik oraz białą buteleczkę z napisem "płyn do czyszczenia ran". Sprawnie odkręciła butelkę, wylała trochę cieczy za gazik i przysunęła się do Louisa.
-Louis.
-Taaak ? - odpowiedział rozbawiony.
-teraz może trochę zaszczypać, ale masz być cicho, dobrze ?
-Nie.-odpowiedział, a Bo przewróciła oczami.
-Jak będziesz cicho to dostaniesz nagrodę.-zachęciła go. Czuła się jakby miała do czynienia z dzieckiem.
W odpowiedzi kiwnął tylko głową, tym samym się zgadzając.
Bo przyłożyła wacik do jednej z ran, a z ust chłopaka wydobyło się siarczyste przekleństwo. I tak samo było za każdym razem kiedy wacik dotykał ran.
***
Louis smacznie spał na podłodze, a Bo siedziała na krześle w rogu, wpatrzona w niego jak w jakiś obraz. Nie lubiła go w takim stanie. Wie, że jutro nie będzie pamiętał całego wczorajszego dnia, nie będzie pamiętał jak stali na moście i co działo się dalej. Nienawidziła go w takim stanie. Nie często się upijał, ale gdy już to robił był okropny. Nie raz ją uderzył. Kiedyś nawet próbował zgwałcić. Nie był w tedy sobą, był całkowitym kontrastem siebie.
***
Kiedy Louis otworzył oczy to pierwsze co zobaczył to Bo skuloną na krześle w rogu. Była zapłakana. Miała czerwone oczy, na policzkach bez problemu można było zobaczyć słone dróżki. Chłopak poderwał się energicznie i do niej podbiegł.
-Bo kochanie, co się stało ?
-Ty. -odpowiedź była krótka, ale wystarczająco dosadna. Oczy chłopaka napełniły się łzami. Obiecał sobie, że nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Że żadna nie będzie przez niego płakać. A jednak. Był na siebie wściekły.
-Boże, Bo jeśli coś zrobiłem nie tak powiedz. Nie chcę żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakała. Nie pragnę by kiedykolwiek przeze mnie stała Ci się jakakolwiek krzywda. - mówił powstrzymując łzy.
- Za każdym razem to samo. - burknęła tylko.
-ale..-gardło mu się zacisnęło-"każdym razem" co ja Ci zrobiłem.
-teraz posłuchaj i nie przerywaj.-poprosiła.
-dobrze.
-Za każdym razem, kiedy miałeś problem z alkoholem, i się upijałeś ja cierpiałam. Pewnie pytasz teraz sam siebie 'ciekawe dlaczego?'. Chcesz wiedzieć ? Kiedy przychodziłeś do domu nawalony w trzy dupy nie chciałeś widzieć nikogo. Ale mieszkałam z Tobą, więc nie było możliwości byśmy się jakoś w domu na siebie nie natknęli. Namawiałeś, a raczej żądałeś tylko jednego... czego ? żebym się z tobą puściła. Kiedy nie chciałam dostawałam po łbie. Kiedyś w kuchni dostałam patelką w rękę. Złamałeś ją. Ja powiedziałam, że się przewróciłam. Tym razem nic nie zrobiłeś...Bo z tego wyszedłeś. Tak teraz na pewno myślisz. Nie chcę Cię więcej widzieć. Przepraszam... Nie szukaj mnie, nie dzwoń.
Wstała, chwyciła torbę i wyszła.
CDN.
-Wiesz jak bardzo Cię kocham Bo ? - zapytał Lou trzymając w ramionach dziewczynę dla której zrobił by wszystko.
Bo zaczęła się wiercić, więc Louis rozluźnił ramiona. Bo obróciła się i cmoknęła go w usta. Potem szybko od niego odskoczyła i zaczęła biec. Louis był oszołomiony. Po chwili dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
-Złap mnie a będę twoja !- i zaczęła biec dalej.
Louis biegał bardzo, bardzo szybko, więc bez trudu ją dogonił.
***
Louis jechał windą migdaląc się z Bo. Wysiedli z niej nadal złączeni ze sobą ustami. Louis wyjął z tylniej kieszeni spodni klucze i sprawnie otworzył drzwi. Wsunęli się do środka. Bo popchnęła nogą drzwi a te się zatrzasnęły. Zaczęli się rozbierać. Najpierw w kąt poleciały buty, zaraz za nimi kurtki. Po drodze do sypialni zdjęli resztę ubrań, wchodząc do sypialni w samej bieliźnie. Tym razem Bo zamknęła drzwi ręką.
***
Leżeli w objęciach zawinięci w jasną pościel. Co chwilę spoglądali na siebie z uśmieszkami na twarzy. Czuli się jak gówniarze, którzy zrobili coś wbrew rodzicom, ale przecież już to robili i to nie raz.
***
-Kochanie dziś są urodziny mojego kolegi.
- I co związku z tym ? - spytała, znając już odpowiedź.
-Mógłbym z kumplami wyskoczyć do klubu ?
- hm.... no dobrze ..jakoś to wynagrodzisz.- cmoknęła go w policzek-idź się szykuj.
***
Bo siedziała na kanapie z laptopem na kolanach, słuchając muzyki. Spojrzała na zegarek 3:45.
-Ojć, już za piętnaście czwarta. Chyba trzeba iść spać.... Nie, jednak nie. - mówiła sama do siebie.
Po paru chwilach coś walnęło w drzwi wejściowe. Bo bała się, ale i tak po cichu podeszła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. To Lou. Siedział oparty o ścianę obok drzwi. Bo otworzyła drzwi.
- Wstawaj i wchodź. - powiedział i złapała go za rękę.
Opierał się, lecz po chwili wstał. Ledwo wszedł do mieszkania i opadł na kolana. Bo zamknęła drzwi i przykucnęła przy nim. Z wielkim trudem obróciła go na plecy. Zauważyła na twarzy jej chłopaka wiele ran, siniaków oraz krwi. Podniosła się i zniknęła w głębi domu. Po chwili wróciła z apteczką w ręku. Tym razem usiadła koło niego, wiedziała że potrwa to długo.
Rozsunęła czerwoną torebeczkę i wyjęła z niej gazik oraz białą buteleczkę z napisem "płyn do czyszczenia ran". Sprawnie odkręciła butelkę, wylała trochę cieczy za gazik i przysunęła się do Louisa.
-Louis.
-Taaak ? - odpowiedział rozbawiony.
-teraz może trochę zaszczypać, ale masz być cicho, dobrze ?
-Nie.-odpowiedział, a Bo przewróciła oczami.
-Jak będziesz cicho to dostaniesz nagrodę.-zachęciła go. Czuła się jakby miała do czynienia z dzieckiem.
W odpowiedzi kiwnął tylko głową, tym samym się zgadzając.
Bo przyłożyła wacik do jednej z ran, a z ust chłopaka wydobyło się siarczyste przekleństwo. I tak samo było za każdym razem kiedy wacik dotykał ran.
***
Louis smacznie spał na podłodze, a Bo siedziała na krześle w rogu, wpatrzona w niego jak w jakiś obraz. Nie lubiła go w takim stanie. Wie, że jutro nie będzie pamiętał całego wczorajszego dnia, nie będzie pamiętał jak stali na moście i co działo się dalej. Nienawidziła go w takim stanie. Nie często się upijał, ale gdy już to robił był okropny. Nie raz ją uderzył. Kiedyś nawet próbował zgwałcić. Nie był w tedy sobą, był całkowitym kontrastem siebie.
***
Kiedy Louis otworzył oczy to pierwsze co zobaczył to Bo skuloną na krześle w rogu. Była zapłakana. Miała czerwone oczy, na policzkach bez problemu można było zobaczyć słone dróżki. Chłopak poderwał się energicznie i do niej podbiegł.
-Bo kochanie, co się stało ?
-Ty. -odpowiedź była krótka, ale wystarczająco dosadna. Oczy chłopaka napełniły się łzami. Obiecał sobie, że nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Że żadna nie będzie przez niego płakać. A jednak. Był na siebie wściekły.
-Boże, Bo jeśli coś zrobiłem nie tak powiedz. Nie chcę żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakała. Nie pragnę by kiedykolwiek przeze mnie stała Ci się jakakolwiek krzywda. - mówił powstrzymując łzy.
- Za każdym razem to samo. - burknęła tylko.
-ale..-gardło mu się zacisnęło-"każdym razem" co ja Ci zrobiłem.
-teraz posłuchaj i nie przerywaj.-poprosiła.
-dobrze.
-Za każdym razem, kiedy miałeś problem z alkoholem, i się upijałeś ja cierpiałam. Pewnie pytasz teraz sam siebie 'ciekawe dlaczego?'. Chcesz wiedzieć ? Kiedy przychodziłeś do domu nawalony w trzy dupy nie chciałeś widzieć nikogo. Ale mieszkałam z Tobą, więc nie było możliwości byśmy się jakoś w domu na siebie nie natknęli. Namawiałeś, a raczej żądałeś tylko jednego... czego ? żebym się z tobą puściła. Kiedy nie chciałam dostawałam po łbie. Kiedyś w kuchni dostałam patelką w rękę. Złamałeś ją. Ja powiedziałam, że się przewróciłam. Tym razem nic nie zrobiłeś...Bo z tego wyszedłeś. Tak teraz na pewno myślisz. Nie chcę Cię więcej widzieć. Przepraszam... Nie szukaj mnie, nie dzwoń.
Wstała, chwyciła torbę i wyszła.
CDN.
Subskrybuj:
Posty (Atom)