sobota, 28 września 2013

rozdział 8

Dziś trafił mi się dzień okropny.
Moje załamania powracają coraz częściej.
Boję się. Boję się o wszystko i wszystkiego.
Nikt nie umie mi pomóc, ja sama sobie nie umiem pomóc.
Muszę się powstrzymywać by to ukazać póki Louis nie wyjdzie do pracy.
Jeszcze piętnaście minut, Bo dasz radę !
Bo dam radę, zawsze daję radę.
Do czasu..
Ale chociaż do czasu.
Piętnaście minut minęło.
Lou podniósł się z krzesła na przeciw mnie.
- Kochanie, muszę już lecieć do pracy. Będę później nie czekaj na mnie. Pa. - pocałował mnie i po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Łzy spłynęły mi po twarzy. Dlaczego? Jaka była ich przyczyna?
Nie wiem.
Nikt nie wiedział.
Oparłam się o ścianę.
Po chwili siedziałam na podłodze.
Dalej nie pamiętam nic.

*następny poranek*

Powoli otworzyłam oczy.
Oświeciło mnie światło wpadające do pokoju, przez szparę między czarnymi firankami w sypialni.
Rozejrzałam się. Obok łóżka na fotelu siedział Lou.
Wpatrywał się w ścianę.
Miałam wrażenie, że był obecny tylko ciałem.
Chciałam odgarnąć włosy z czoła. W tym celu postanowiłam podnieść prawą rękę.
Nie udało mi się jej unieść choćby ba dwa centymetry.
Zasyczałam. Ból. To jedyne co czułam.
Kątem oka spostrzegłam, że Lou wstał i przyklęknął przy łóżku.
Spojrzałam na rękę.
Nowe rany mieszały się z bliznami.
Jak to możliwe ?
Co ja sobie zrobiłam ? Kiedy ? Jak ?
Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie.
Po chwili wpatrywania się w rękę, zdałam sobie sprawę, że musiały znów powrócić zaniki pamięci i niekontrolowanie się.
Ciężka sprawa.
Zaczyna się wszystko od początku.
Miliony żyletek.
Litry krwi.
Nerwy.
Płacz.
Nie chcę tego.
Jedyna osoba przy której czułam się bezpiecznie, cierpiała z mojego powodu. To mnie jeszcze bardziej przytłaczało.
Super..

CDN.

piątek, 30 sierpnia 2013

rozdział 7

włącz: http://www.youtube.com/watch?v=sA4HTD5Msb4
*oczami Lou*
Po chwili wróciłem do sypialni. Bo spała. Bynajmniej tak mi się wydawało. Usiadłem opierając się o ścianę, nogi przyciągnąłem do brody. Prawą ręką je przytrzymywałem, a lewą złapałem moją księżniczkę za rękę. Ścisnęła ją mocniej. Jednak nie spała. Ale chyba nie chciała rozmawiać, więc nie zaczynałem. Wpatrywałem się w jej twarz i nic nie mówiłem. W końcu z moich oczu popłynęły łzy. Spływały powoli po policzkach. Starałem się nie łkać. Leciały strumieniem. Bałem się. Bałem się o moją księżniczkę. Że znów popadnie w jakąś chorobę. Znów będzie próbowała się zabić. Próbowała dwa razy. Na szczęście się nie udało. Wzrokiem badałem każdy cal jej twarzy. Wsłuchiwałem się w bicie serca współgrające z oddechem. Zdawałem sobie sprawę jak piękna jest miłość. Jak cudnie posiadać taką osobę. Jak dobrze jest mieć poczucie, że ktoś Cię kocha. Budzić się z myślą o niej, zasypiać z myślą o niej. Żyć z myślą o niej. Być dla niej.
Emocje mnie poniosły. Nagle przytuliłem się do niej. Obudziła się. Była zdezorientowana.
- Proszę Cię nigdy mnie nie opuszczaj... Proszę.. - łkałem przez łzy, z głową w zagłębieniu jej szyi.
-Spróbuję... - drżącym głosem odpowiedziała.
Zasnęliśmy.
***
*oczami Bo*
Otworzyłam oczy. Było już jasno. Głowa mnie bolała. I to bardzo. Spojrzałam na zegarek. Siódma. Wyswobodziłam się z objęć Louisa. Udałam się w stronę łazienki. Rozebrałam się, ubrania rzucając na podłogę. Weszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę. Po moim ciele spływały kojące krople.
Po dość długim czasie usłyszałam walecie do drzwi. Zakręciłam wodę. Usłyszałam krzyki Lou:
- Kochanie otwórz te cholerne drzwi !
Złapałam ręcznik i owinęłam się nim, po czym otworzyłam drzwi. Wyminęłam Lou w drzwiach i ruszyłam w stronę garderoby. Ubrałam się w to i zeszłam do kuchni robić śniadanie. Zaparzyłam kawę, zrobiłam górę kanapek i nakryłam do stołu. Sprzątałam z blatu kiedy Lou podszedł do mnie i wtulił się we mnie od tyłu. Złożył lekkiego całuska na moim policzku i spytał.
- Jak się czujesz kochanie ?
- Dobrze. - dodałam uśmiech i złożyłam lekkiego buziaka na jego pełnych i różowych ustach. - Chodźmy zjeść, zrobiłam śniadanko.
- Już. - przyssał się do mojej szyi.
- Louis ! - skarciłam go uderzając lekko w ramię.
- No mówię już.
Pociągnęłam go do stołu.
- Smacznego. - powiedziałam wpychając kanapkę do ust.
- Smacznego kicia. - uśmiechnął się zadziornie.
Zakrztusiłam się kanapką, widząc ten błysk w oczach.


CDN.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

rozdział 6

*następnego ranka*
- Kochanie zrób mi śniadanie. - to pierwsze co Bo usłyszała kiedy przyszła obudzić Lou.
- Już na stole, więc wstawaj. - skradła mu buziaka i poszła do kuchni parzyć kawę.
Lou wpadł do kuchni z hukiem. Bo podskoczyła z dzbankiem w ręku.
- Chciałeś mnie przestraszyć, jak tak to Ci się udało ! - krzyknęła i postawiła dzbanek na stole.
- Nie chciałem. Przepraszam. Potknąłem się.
- O mamusiu! Nic Ci nie jest ? - Bo podbiegła do chłopaka i zaczęła macać go po różnych częściach ciała. W odpowiedzi usłyszała gardłowy śmiech.
- Nie...
- To dobrze. - Bo usiadła przy stole.
- A co Ty taka "zmartwiona" ? - spytał z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.
- Bo tak... - ucięła-siadaj i jedz ! - krzyknęła wkurzona.
- No dobrze, dobrze. Się nie złość, bo złość piękności szkodzi kicia. - Bo poczerwieniała wpychając do buzi tosta.
***
- Kochanie .... - zaczął Lou
- Tak ? - Bo spojrzała na niego swoimi świecącymi oczkami.
- Jeszcze nigdy nie zerżnąłem Cię na kanapie
- No to czas najwyższy - Bo zbliżyła się do niego. Przygryzła jego dolną wargę. Pociągnęła ją lekko do siebie. W odpowiedzi usłyszała mruknięcie. Zrozumiała, że musi to się Louisowi podobać. Zajmując się ustami, rękami siłowała się z klamerką od paska swojego chłopaka. On zaczął rozpinać jej koszulę. Po chwili koszula znalazła się w drugim kącie pokoju wraz ze spodniami Lou. Zaraz potem wylądowały tam spodnie Bo i koszulka Lou. Chłopak popchnął Bo na plecy. Zdjął z niej bieliznę i przez chwilę przygladał się jej gładkiej skórze. Po chwili sam ściągnął bokserki i sięgnął do portfela. Wyjął z niego małe sreberko i rozerwał je zębami....
***
Ich ciała lepiły się do siebie. Byli cali mokrzy. A przy okazji bardzo zmęczeni.
- Idę wziąć prysznic. - powiedziała Bo zbierając swoje ciuchy z kątów pokoju.
- Idę z Tobą. - powiedział Lou wstając.
W odpowiedzi dostał uśmiech. Podszedł do swojej ukochanej i wziął ją na ręce.
***
Po ich złączonych w uścisku ciałach spływały krople gorącej wody. Louis przygryzał płatek ucha Bo. Ona jęczała. Byli zakochani. Myśleli tylko sobie na wzajem. I było im z tym dobrze.
***
*oczami Lou*
- Kochanie ubierz się w coś seksownego, idziemy na kolacje - cmoknął ją w policzek - proponuję tą sukienkę która wisi na wieszaku w łazience.
- Ale w łazience nic nie..
- Już tak. Kupiłem ją specjalnie dla Ciebie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
- Zaskakujesz mnie.
- To dopiero początek. - wyszczerzył zęby.
- To się już boję.
*oczami Bo*
Co on znów wymyślił.
Weszłam do łazienki. Na kabinie wisiał wieszak a na nim czarna miniówka.
- No nieźle Lou ... - powiedziałam sama do siebie.
Zdjęłam sukienkę z wieszaka i wsunęłam ją na siebie.
Przyglądałam się sobie w odbiciu. Nadal się nie akceptowałam. Nadal na moich rękach widniały blizny. Ale nic z tym nie dało się zrobić. Niestety. Trzeba żyć dalej, póki ma się dla kogo.
- Kochanie już gotowa ?
Podszedł do mnie od tyłu i położył swoją głowę w zagłębieniu mojej szyi.
- Musimy iść ? - spytałam krzywiąc się.
- Ja muszę.
-A ja ?
- Jak chcesz. Ja muszę tam pogadać z jednym gościem i wcale nie muszę zostawać na dłużej. Jeśli chcesz zostań w domu i poczekaj na mnie.
- Dziękuję. I przepraszam.
- Nie przejmuj się. Jakoś mi to wynagrodzisz kicia.
- Już się boję. - dodałam sztuczny uśmiech, Na szczęście Lou się nie zorientował.
- Muszę lecieć. Trzymaj się. - pocałował mnie w policzek i trzasnął drzwiami. Nie miałam sił. Położę się.
***
*oczami Lou*
Otworzyłem drzwi ciemno. Wszystkie światła pogaszone. Zajrzałem do sypialni. Leży. Nie śpi.
- Hej kochanie. Wróciłem.
- Hej..
Odwróciła się na drugi bok.
- Stało się coś ?
Podbiegłem do niej. Zauważyłem na jej twarzy łzy.
- Nie.. Po prostu za dużo myślę.
- Kochanie...
- Chcę spać.
- No dobrze. Słodkich snów. - złożyłem na jej wargach pocałunek. - zaraz do Ciebie dołączę. - i nastepny pocałunek, tym razem na czole.

CDN.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 5

- Spać mi się chce. - powiedziała Bo prawie zasypiając w fotelu.
- To może chodź, zaprowadzę Cię do jakiegoś pokoju. Zdrzemniesz się. - zaproponował Niall.
- Z miłą chęcią. To miłej zabawy pod mą nieobecność. - Bo wstała i poszła za Niallem.
***
Kiedy Bo się obudziła Louis leżał koło niej. Spojrzała na zegarek 7. Próbowała jeszcze się przespać lecz jej się nie udało. Powoli wykaraskała się z objęć i poszła zrobić sobie długą kąpiel.
***
-Bo ?
- Taa.. - krzyknęła z łazienki.
- Co robisz ?
- Kąpie się.
- Sama ?
- A z kim ?
- Mogę do Ciebie dołączyć ?
Bo wybuchła śmiechem.
- Chyba sobie żarty robisz !
Louis zrezygnowany odszedł od drzwi i udał się na dół.
Chłopcy siedzieli w salonie oglądając jakiś mecz.
- Jedliście już śniadanie ? - zapytał Lou.
- Tak. W kuchni zostawiliśmy trochę dla Cienie i Bo.
- A, okey. Dzięki. - wymamrotał i udał się w stronę kuchni.
Po drodze spotkał Bo.
- Chodź na śniadanko kochanie.
- Um.. okey.
** rok później**
Lou z Bo siedzieli na tarasie domu i wpatrywali się w gwiazdy.
-Kochanie, masz już suknię na ślub ? - zapytał Lou
- Na nasz ślub - poprawiła go Bo - mam parę na oku. Za tydzień idę z Cloe na ostatnie przymiarki i coś wybierzemy.-mówiła uśmiechając się coraz bardziej.
- Boże jak ja Cię kocham. - mówił szeptem Lou.
Dziewczyna odczuwała jego ciepły, miarowy oddech na swojej skórze za uchem. Poczuła, że powoli odpływa. Była wtulona w cieplutki tors Louisa. Nie myśląc co się wydarzy jutro zaczęła usypiać. Nie przejmowała się niczym, bo czuła się szalenie bezpiecznie w jego ramionach.
Następnego dnia obudziła się sama w łóżku. Zaspana spojrzała na zegarek. 13. "O mamo ! Już ta godzina ?!" Wbiegła szybko do łazienki i zaczęła się kapać, przebierać, czesać i malować. Musiała wyrobić się przed 17 z kolacją a nawet nie miała z czego jej ugotować. Kiedy wyszła z łazienki było po drugiej. "Cholera" mruknęła pod nosem. Wpadła do salonu. Lou drzemał na fotelu.
-Lou ! - krzyknęła. Chłopak zerwał się na równe nogi, rozejrzał po pokoju i zawiesił wzrok na swojej narzeczonej.
-Co się stało ?
- Dziś moja mama przychodzi na kolacje.  - mówiła zgarniając co popadnie do torby.
- No wiem, i co z tego ?
- Hm... pomyślmy. Mam zrobić kolacje. A z czego się robi kolacje ? - czekała na odpowiedź.
- Z jedzenia ?
- No właśnie. Ale jego nie mam !
- No to do sklepu pojedźmy ... może.
- No to rusz swe zgrabne cztery litery i idziemy.
Po niecałej godzinie para wpadła do domu z paroma siatkami zakupów. Zaczęli wyładowywać je na stół.
***
- Ja otworzę. - krzyknął Lou podbiegając do drzwi.

* dwie godziny później*
- Zostawmy te gary, chodźmy na górę. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Lou... czy ty masz jakiś limit ? - spytała rozbawiona dziewczyna.
- Z Tobą... no jasne ! że nie - dodał po cichu.
- Pójdę do piekła. - powiedziała ciągnąc swojego chłopaka po schodach.

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 4

- Kochanie może gdzieś dziś wyskoczymy ? - spytał Lou leżącą na kanapie Bo.
- Wolała bym nie. - odpowiedziała sucho.
- No dobrze, a mogę wiedzieć dlaczego ? - dopytywał się chłopak.
- Nie mam ochoty, przepraszam.
- Okey, to w takim razie mogę zadzwonić po Harrego ? - uśmiechnął się słodko.
- Dobra, ale niech przyjdzie sam a nie z chłopakami jak ostatnio. - zaśmiała się.
- Dobra, to dzwonię !
Bo słyszała urywki rozmowy.
- Siema...przychodzisz dziś...tylko sam....hahaha....kup pizze po drodze...tak będziesz mógł zostać na noc....Nialla ? .... czekaj zapytam się-zwrócił się do Bo-Kochanie może przyjść Niall ?
- Jasne !
-No już jestem, tak może...jest u Ciebie ? ...jak chcesz to możesz, ja nie będę pił - spojrzał się na Bo, a ta się uśmiechnęła- tak....nie, nie do mieszkania....tak....nie zgubcie się po drodze....okey, to do zobaczenia.-chłopak skończył rozmowę. -Bo ?
-Taa ?
-Zostaniesz z nami, prawda? Obejrzymy film...
- Eh... okey.
- Co nie odpowiada Ci towarzystwo ?
- Nie ! Bardzo lubię Hazzę, tym bardziej Nialla. Zostanę, zostanę.
***
- Kochanie, ja idę do pokoju. Brzuch mnie boli. Ale wy siedźcie. - pocałowała chłopaka w policzek i znikła w przedpokoju.
- Co ją ugryzło ? - spytał już podpity Niall.
- Bo a nie ją, a po drugie brzuch ją boli....babskie sprawy. - dodał.
- Czyli jakiś tydzień przerwy. - zaśmiał się Harry.
- Harry ! - syknął Lou.
-Dobra, sorry.
***
Kiedy Bo zeszła rankiem na dół w salonie ujrzała śpiących chłopaków. Każdy z niech w jakiejś innej, odmiennie dziwnej pozie. Bo wyjęła telefon i zrobiła parę zdjęć. ''Będą wspomnienia.'' pomyślała.
***
Bo wbiegła do salonu z dwoma pokrywkami od garczków i zaczęła uderzać jeden o drugi. Chłopcy podskoczyli. Lou zaczął się śmiać kiedy chłopcy zaczęli zatykać uszy i błagali by przestać, bo ich głowy bolą. Lou się wcale nie dziwił bo wypili wczoraj bardzo dużo.
***
Po obiedzie wszyscy pojechali do letniskowego domku Nialla nad jezioro...

CDN.

wtorek, 9 lipca 2013

rozdział 3

Kiedy Bo się obudziła pierwsze co zobaczyła to Louis, wpatrujący się w nią. Uśmiechnęła się do niego dając mu tym do zrozumienia, że się dobrze czuję. On wstał pocałował ją w nos i wyszedł. Po jakiś 10 minutach wrócił ze śniadaniem. Na tacy leżały grzanki, sok pomarańczowy, smażony bekon i jajka. Tak jak lubiła.
-Dziękuję. - uśmiechnęła się i dodała słodko. - kochanie.
- Nie ma za co. Jak zjesz to się ubierz bo jedziemy na wycieczkę.
- Gdzie ?
Louis w odpowiedzi się tylko uśmiechnął. Tajemniczo a to wprawiało Bo w euforię.
***
Jechali samochodem. Bo nie widziała gdzie, ponieważ Lou zawiązał jej oczy bandamką. Po chwili się zatrzymali. Bo słyszała jak Lou wychodzi z samochodu. Po chwili ktoś otworzył drzwi obok niej. Lekki, ciepły wiatr otulił jej skórę. Po chwili Lou wyniósł ją z samochodu. Chwilę potem Bo stała na ziemi wpatrując się w piękny dom na polanie w samym środku lasu.
- Podoba Ci się ? - spytał uśmiechając się chłopak.
- Bardzo ! - Bo krzyknęła i rzuciła się Louisowi na szyję.
- Chciała byś tu zamieszkać, bo ja bardzo.
- Tak !
- Więc marzenie spełnione. Kupiłem ten dom. Miałem nadzieję, że Ci się spodoba. Chcę byśmy tu zamieszkali i przeżyli najpiękniejsze chwilę w życiu. Chcę byśmy wychowywali tu nasze dzieci i żyli do końca naszych dni. Razem. Ja i ty. - Louis mówił z wielką nadzieją w głosie.
- Nie wiem co powiedzieć. Spełnia się moje marzenie. Moje największe marzenie. Mój sen, moja bajka. Dziękuję.
Bo wtuliła się w swojego chłopaka, po chwili Lou cmoknął swą dziewczynę w usta. Ta odwzajemniła buziak. Po chwili języki Bo i Lou toczyły ze sobą walkę.
***
- Boże jak ty świetnie gotujesz ! - powiedział Lou po skończonej kolacji.
- Oj tam. Co ty ! Przeciętnie. - Bo nie chciała się przechwalać, choć wiedziała, że gotuje najlepiej na świecie.
***
Spocony, zdyszany i zmęczony Lou opadł na pościel obok swej ukochanej.
- Jesteś wspaniała !
- I tak ty jesteś lepszy. Nie zaprzeczaj. - wymamrotała.
***
Bo obudziło walenie do drzwi. Niechętnie przetarła oczy i wstała. Podeszła do drzwi. Wyjrzała przez wizjer. Stał tam jakiś umięśniony mężczyzna. Nigdy w życiu go nie widziała. postanowiła nie otwierać. Wróciła do pokoju i obudziła Louisa.
- Czas wstawać.
- Pięć minut.
- WSTAWAJ LENIU. - Bo wydarła się jak najgłośniej jak umiała

CDN.

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 2

Stał przed lustrem. W ręku trzymał swoją ukochaną butelkę whisky. Przez szparę w zasuniętych firankach przedzierały się promienie słońca. Louis czuł jakby wypalały dziury w jego skórze.
-I znów zacząłem pić. - mówił sam do siebie- Nie wiem co ze mnie wyrośnie... -wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze- jestem skończonym dupkiem, wiem, ale nie wiem co z tym zrobić.
- Ja Ci w tym nie pomogę-powiedział aksamitny głos Bo dochodzący spod drzwi.
Louis rzucił w pół pełną butelkę trunku na ziemię, a ta rozprysnęła się po całym salonie. Zaczął biec w kierunku głosu. W końcu ją ujrzał. Po jego policzkach spłynęły łzy, łzy szczęścia "czyżby wróciła ?!"
-Przyszłam po swoje rzeczy. - powiedziała, tak szorstko jak umiała.
-Nie!-krzyknął.
-Bo...?- zapytała stojąc w drzwiach sypialni.
-Bo moje życie bez Ciebie nie ma sensu... -nie mógł nic więcej powiedzieć, ponieważ wielka gula uwięzła mu w gardle-p-proszę nie o-odchodź. N-nie rób mi t-tego. - jąkał się.
Po policzkach Bo spływały łzy. Goniły która pierwsza spadnie na jej dekolt. Nie widziała co odpowiedzieć. Nagle zrobiło jej się czarno przed oczami, chciała szybko podejść do kanapy by usiąść lub się położyć. Nie zdążyła. Osunęła się po ścianie na podłogę.
-Bo...?Bo..!Bo!-podbiegł do niej wziął ją na ręce i położył na kanapę. Naglę otworzyła oczy. - dzięki Bogu.-westchnął.
Bo przetarła oczy.
-Czy my nie staliśmy ?-wskazała palcem przedpokój.
-Tak, ale ty .. zemdlałaś ?
- a... tak, zdarza mi się ostatnio to dość często, to od pewnego czasu normalne. Nie przejmuj się. - obdarzyła go uśmiechem i chciała wstać, lecz ręka Louisa ją powstrzymała i wróciła do pozycji leżącej.
- Nigdzie się nie wybierasz. A właściwie to do sypialni. - wziął ją na ręce i przeniósł do sypialni. Położył na łóżku i usiadł na jego krawędzi. - Byłaś u lekarza ?
- Nie..
-Bo.... nie można tak, a jeśli jesteś chora ? Jutro zabiorę Cię do kliniki. Nie próbuj się nawet sprzeciwiać. A teraz może coś zjesz, albo się czegoś napijesz ?
- Woda wystarczy...misiu.
Na twarzy Louisa zawitał wielki uśmiech. "Chyba znów ją mam" - pomyślał.
Kiedy wrócił do pokoju Bo już spała. Kochał patrzeć jak śpi, więc usiadł na fotelu na przeciw niej. Nim się obejrzał minęła trzecia. Bo miała coraz bardziej niespokojny sen. W końcu zerwała się z krzykiem. Lou od razu się zjawił koło niej.
- Już spokojnie kochana. Możesz dalej spać księżniczko. - mówił głaszcząc ją po głowie.
- Zaraz, muszę się napić... -Lou, podał jej szklankę z wodą.
Ręce Bo drżały, wtedy Lou przyłożył jej swoją rękę do czoła. Było rozpalone.
- Bo...
- Tak ?
- Masz jakieś 40 stopni gorączki....
- Coś ty !
- Nie żartuję, leż tu, zaraz przyniosę leki.
Lou wybiegł z pokoju. Po chwili znów się w nim pojawił z fioletową torbą wypełnioną po brzegi lekami. Zaczął w niej grzebać, rozrzucając gdzie popadnie niepotrzebne pudełka.
-Kochanie, daj mi to. Widzę, że nie sprawdził byś się jako lekarz.
Potulnie podał jej torbę.
- Przepraszam, nie mogę się skupić. - schował twarz w dłoniach.
- Lou... coś się stało ?
-Nie..znaczy tak. Po prostu cholernie się o Ciebie martwię. Tęskniłem wiesz ? Narobiłaś mi strachu, a ja nie wiedziałem gzie Cię szukać. Nie mogłem sobie poradzić z myślą, że Cię stracę więc sięgnąłem po mojego kolegę do barku.
-Lou..misiu...wiesz, że ani alkohol czy ćpanie lub robienie sobie krzywdy nie pomoże a zaszkodzi. Przepraszam.
-Nie przepraszaj.
-Ale to ja Cię do tego zmusiłam.
- Nie zmusiłaś, sam wybrałem tę sposób "znieczulenia".
Po jej policzkach spłynęły łzy. Kolejne i kolejne.
- Nie płacz - powiedział ocierając łzy z jej twarzy. - szkoda łez, weź leki i zaśnij. Jeśli by się coś działo będę przy Tobie. Ani na sekundę Cię nie opuszczę.
Bo wyjęła z zielonego pudełka tabletkę i połknęła ją. Następnie podała torbę Lou, a on położył ją zboku.
-A teraz zamknij oczy, zrelaksuj się i zaśnij. Pamiętaj, jeśli by się coś działo będę tu zawsze. Nigdy Cię nie opuszczę. - powiedział i ucałował ją w policzek.


CDN.

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 1

Stali, wtuleni w siebie na moście wpatrując się w lekko falującą wodę. On zakochany w niej dozgonnie. Ona oddała by za niego wszystko.
-Wiesz jak bardzo Cię kocham Bo ? - zapytał Lou trzymając w ramionach dziewczynę dla której zrobił by wszystko.
Bo zaczęła się wiercić, więc Louis rozluźnił ramiona. Bo obróciła się i cmoknęła go w usta. Potem szybko od niego odskoczyła i zaczęła biec. Louis był oszołomiony. Po chwili dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
-Złap mnie a będę twoja !- i zaczęła biec dalej.
Louis biegał bardzo, bardzo szybko, więc bez trudu ją dogonił.
***
Louis jechał windą migdaląc się z Bo. Wysiedli z niej nadal złączeni ze sobą ustami. Louis wyjął z tylniej kieszeni spodni klucze i sprawnie otworzył drzwi. Wsunęli się do środka. Bo popchnęła nogą drzwi a te się zatrzasnęły. Zaczęli się rozbierać. Najpierw w kąt poleciały buty, zaraz za nimi kurtki. Po drodze do sypialni zdjęli resztę ubrań, wchodząc do sypialni w samej bieliźnie. Tym razem Bo zamknęła drzwi ręką.
***
Leżeli w objęciach zawinięci w jasną pościel. Co chwilę spoglądali na siebie z uśmieszkami na twarzy. Czuli się jak gówniarze, którzy zrobili coś wbrew rodzicom, ale przecież już to robili i to nie raz.
***
-Kochanie dziś są urodziny mojego kolegi.
- I co związku z tym ? - spytała, znając już odpowiedź.
-Mógłbym z kumplami wyskoczyć do klubu ?
- hm.... no dobrze ..jakoś to wynagrodzisz.- cmoknęła go w policzek-idź się szykuj.
***
Bo siedziała na kanapie z laptopem na kolanach, słuchając muzyki. Spojrzała na zegarek 3:45.
-Ojć, już za piętnaście czwarta. Chyba trzeba iść spać.... Nie, jednak nie. - mówiła sama do siebie.
Po paru chwilach coś walnęło w drzwi wejściowe. Bo bała się, ale i tak po cichu podeszła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. To Lou. Siedział oparty o ścianę obok drzwi. Bo otworzyła drzwi.
- Wstawaj i wchodź. - powiedział i złapała go za rękę.
Opierał się, lecz po chwili wstał. Ledwo wszedł do mieszkania i opadł na kolana. Bo zamknęła drzwi i przykucnęła przy nim. Z wielkim trudem obróciła go na plecy. Zauważyła na twarzy jej chłopaka wiele ran, siniaków oraz krwi. Podniosła się i zniknęła w głębi domu. Po chwili wróciła z apteczką w ręku. Tym razem usiadła koło niego, wiedziała że potrwa to długo.
Rozsunęła czerwoną torebeczkę i wyjęła z niej gazik oraz białą buteleczkę z napisem "płyn do czyszczenia ran". Sprawnie odkręciła butelkę, wylała trochę cieczy za gazik i przysunęła się do Louisa.
-Louis.
-Taaak ? - odpowiedział rozbawiony.
-teraz może trochę zaszczypać, ale masz być cicho, dobrze ?
-Nie.-odpowiedział, a Bo przewróciła oczami.
-Jak będziesz cicho to dostaniesz nagrodę.-zachęciła go. Czuła się jakby miała do czynienia z dzieckiem.
W odpowiedzi kiwnął tylko głową, tym samym się zgadzając.
Bo przyłożyła wacik do jednej z ran, a z ust chłopaka wydobyło się siarczyste przekleństwo. I tak samo było za każdym razem kiedy wacik dotykał ran.
***
Louis smacznie spał na podłodze, a Bo siedziała na krześle w rogu, wpatrzona w niego jak w jakiś obraz. Nie lubiła go w takim stanie. Wie, że jutro nie będzie pamiętał całego wczorajszego dnia, nie będzie pamiętał jak stali na moście i co działo się dalej. Nienawidziła go w takim stanie. Nie często się upijał, ale gdy już to robił był okropny. Nie raz ją uderzył. Kiedyś nawet próbował zgwałcić. Nie był w tedy sobą, był całkowitym kontrastem siebie.
***
Kiedy Louis otworzył oczy to pierwsze co zobaczył to Bo skuloną na krześle w rogu. Była zapłakana. Miała czerwone oczy, na policzkach bez problemu można było zobaczyć słone dróżki. Chłopak poderwał się energicznie i do niej podbiegł.
-Bo kochanie, co się stało ?
-Ty. -odpowiedź była krótka, ale wystarczająco dosadna. Oczy chłopaka napełniły się łzami. Obiecał sobie, że nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Że żadna nie będzie przez niego płakać. A jednak. Był na siebie wściekły.
-Boże, Bo jeśli coś zrobiłem nie tak powiedz. Nie chcę żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakała. Nie pragnę by kiedykolwiek przeze mnie stała Ci się jakakolwiek krzywda. - mówił powstrzymując łzy.
- Za każdym razem to samo. - burknęła tylko.
-ale..-gardło mu się zacisnęło-"każdym razem" co ja Ci zrobiłem.
-teraz posłuchaj i nie przerywaj.-poprosiła.
-dobrze.
-Za każdym razem, kiedy miałeś problem z alkoholem, i się upijałeś ja cierpiałam. Pewnie pytasz teraz sam siebie 'ciekawe dlaczego?'. Chcesz wiedzieć ? Kiedy przychodziłeś do domu nawalony w trzy dupy nie chciałeś widzieć nikogo. Ale mieszkałam z Tobą, więc nie było możliwości byśmy się jakoś w domu na siebie nie natknęli. Namawiałeś, a raczej żądałeś tylko jednego... czego ? żebym się z tobą puściła. Kiedy nie chciałam dostawałam po łbie. Kiedyś w kuchni dostałam patelką w rękę. Złamałeś ją. Ja powiedziałam, że się przewróciłam. Tym razem nic nie zrobiłeś...Bo z tego wyszedłeś. Tak teraz na pewno myślisz. Nie chcę Cię więcej widzieć. Przepraszam... Nie szukaj mnie, nie dzwoń.
Wstała, chwyciła torbę i wyszła.

CDN.