czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 1

Stali, wtuleni w siebie na moście wpatrując się w lekko falującą wodę. On zakochany w niej dozgonnie. Ona oddała by za niego wszystko.
-Wiesz jak bardzo Cię kocham Bo ? - zapytał Lou trzymając w ramionach dziewczynę dla której zrobił by wszystko.
Bo zaczęła się wiercić, więc Louis rozluźnił ramiona. Bo obróciła się i cmoknęła go w usta. Potem szybko od niego odskoczyła i zaczęła biec. Louis był oszołomiony. Po chwili dziewczyna zatrzymała się i odwróciła.
-Złap mnie a będę twoja !- i zaczęła biec dalej.
Louis biegał bardzo, bardzo szybko, więc bez trudu ją dogonił.
***
Louis jechał windą migdaląc się z Bo. Wysiedli z niej nadal złączeni ze sobą ustami. Louis wyjął z tylniej kieszeni spodni klucze i sprawnie otworzył drzwi. Wsunęli się do środka. Bo popchnęła nogą drzwi a te się zatrzasnęły. Zaczęli się rozbierać. Najpierw w kąt poleciały buty, zaraz za nimi kurtki. Po drodze do sypialni zdjęli resztę ubrań, wchodząc do sypialni w samej bieliźnie. Tym razem Bo zamknęła drzwi ręką.
***
Leżeli w objęciach zawinięci w jasną pościel. Co chwilę spoglądali na siebie z uśmieszkami na twarzy. Czuli się jak gówniarze, którzy zrobili coś wbrew rodzicom, ale przecież już to robili i to nie raz.
***
-Kochanie dziś są urodziny mojego kolegi.
- I co związku z tym ? - spytała, znając już odpowiedź.
-Mógłbym z kumplami wyskoczyć do klubu ?
- hm.... no dobrze ..jakoś to wynagrodzisz.- cmoknęła go w policzek-idź się szykuj.
***
Bo siedziała na kanapie z laptopem na kolanach, słuchając muzyki. Spojrzała na zegarek 3:45.
-Ojć, już za piętnaście czwarta. Chyba trzeba iść spać.... Nie, jednak nie. - mówiła sama do siebie.
Po paru chwilach coś walnęło w drzwi wejściowe. Bo bała się, ale i tak po cichu podeszła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. To Lou. Siedział oparty o ścianę obok drzwi. Bo otworzyła drzwi.
- Wstawaj i wchodź. - powiedział i złapała go za rękę.
Opierał się, lecz po chwili wstał. Ledwo wszedł do mieszkania i opadł na kolana. Bo zamknęła drzwi i przykucnęła przy nim. Z wielkim trudem obróciła go na plecy. Zauważyła na twarzy jej chłopaka wiele ran, siniaków oraz krwi. Podniosła się i zniknęła w głębi domu. Po chwili wróciła z apteczką w ręku. Tym razem usiadła koło niego, wiedziała że potrwa to długo.
Rozsunęła czerwoną torebeczkę i wyjęła z niej gazik oraz białą buteleczkę z napisem "płyn do czyszczenia ran". Sprawnie odkręciła butelkę, wylała trochę cieczy za gazik i przysunęła się do Louisa.
-Louis.
-Taaak ? - odpowiedział rozbawiony.
-teraz może trochę zaszczypać, ale masz być cicho, dobrze ?
-Nie.-odpowiedział, a Bo przewróciła oczami.
-Jak będziesz cicho to dostaniesz nagrodę.-zachęciła go. Czuła się jakby miała do czynienia z dzieckiem.
W odpowiedzi kiwnął tylko głową, tym samym się zgadzając.
Bo przyłożyła wacik do jednej z ran, a z ust chłopaka wydobyło się siarczyste przekleństwo. I tak samo było za każdym razem kiedy wacik dotykał ran.
***
Louis smacznie spał na podłodze, a Bo siedziała na krześle w rogu, wpatrzona w niego jak w jakiś obraz. Nie lubiła go w takim stanie. Wie, że jutro nie będzie pamiętał całego wczorajszego dnia, nie będzie pamiętał jak stali na moście i co działo się dalej. Nienawidziła go w takim stanie. Nie często się upijał, ale gdy już to robił był okropny. Nie raz ją uderzył. Kiedyś nawet próbował zgwałcić. Nie był w tedy sobą, był całkowitym kontrastem siebie.
***
Kiedy Louis otworzył oczy to pierwsze co zobaczył to Bo skuloną na krześle w rogu. Była zapłakana. Miała czerwone oczy, na policzkach bez problemu można było zobaczyć słone dróżki. Chłopak poderwał się energicznie i do niej podbiegł.
-Bo kochanie, co się stało ?
-Ty. -odpowiedź była krótka, ale wystarczająco dosadna. Oczy chłopaka napełniły się łzami. Obiecał sobie, że nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. Że żadna nie będzie przez niego płakać. A jednak. Był na siebie wściekły.
-Boże, Bo jeśli coś zrobiłem nie tak powiedz. Nie chcę żebyś kiedykolwiek przeze mnie płakała. Nie pragnę by kiedykolwiek przeze mnie stała Ci się jakakolwiek krzywda. - mówił powstrzymując łzy.
- Za każdym razem to samo. - burknęła tylko.
-ale..-gardło mu się zacisnęło-"każdym razem" co ja Ci zrobiłem.
-teraz posłuchaj i nie przerywaj.-poprosiła.
-dobrze.
-Za każdym razem, kiedy miałeś problem z alkoholem, i się upijałeś ja cierpiałam. Pewnie pytasz teraz sam siebie 'ciekawe dlaczego?'. Chcesz wiedzieć ? Kiedy przychodziłeś do domu nawalony w trzy dupy nie chciałeś widzieć nikogo. Ale mieszkałam z Tobą, więc nie było możliwości byśmy się jakoś w domu na siebie nie natknęli. Namawiałeś, a raczej żądałeś tylko jednego... czego ? żebym się z tobą puściła. Kiedy nie chciałam dostawałam po łbie. Kiedyś w kuchni dostałam patelką w rękę. Złamałeś ją. Ja powiedziałam, że się przewróciłam. Tym razem nic nie zrobiłeś...Bo z tego wyszedłeś. Tak teraz na pewno myślisz. Nie chcę Cię więcej widzieć. Przepraszam... Nie szukaj mnie, nie dzwoń.
Wstała, chwyciła torbę i wyszła.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz